Allan miał niezwykłe życie i trudno oczekiwać, żeby nagle dopasował się do mieszczańskich norm tylko dlatego, że skończył 100 lat. Utrapienie pielęgniarek domu opieki, posiadający kilkanaście skrytek na wódkę, opryskliwy i złośliwy bohater nie ma najmniejszego zamiaru odgrywać miłego, upupionego, spacyfikowanego staruszka na swojej imprezie urodzinowej. Prezydent miasta szykuje się już do fotografowania się z wiekowym jubilatem, wszyscy są przygotowani do podniosłej celebracji, a tymczasem Allan w swoich obszczykapciach (czyli wiecznie obsikanych papuciach, bowiem - jak większość pensjonariuszy - nie oddaje moczu dalej niż z zasięgu swojego obuwia, o czym opowiada raczej z ironicznym rozbawieniem niż ze smutkiem) ucieka na poszukiwanie przygody. Oto w skrócie fabuła rewelacyjnej powieści Jonasa Jonassona Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął.
W trakcie poznajemy równolegle historię tej szalonej eskapady staruszka i jego przeszłość. 100 lat to sporo czasu: w jego biografii odbija się spora partia dziejów Europy, od rewolucji październikowej (ojciec Allana, radykalny socjalista, wyjechał do Rosji, by na dzień przed wybuchem rewolucji zostać zwolennikiem cara i srodze się rozczarować tym prostakiem Leninem) począwszy. Jednocześnie krewki staruszek angażuje coraz więcej osób w swoją niesamowitą podróż, czyniąc po drodze niewyobrażalne spustoszenia, uciekając przed policją i gangsterami i redefiniując pojęcie “czarnego humoru”.
Czemu zakochałam się w Allanie? Ponieważ Allan czuje gniew. Jest buntownikiem.
Mam wrażenie, że zewsząd zalewa nas retoryka winy i depresji. Nie udało Ci się? To Ty sam jesteś za to odpowiedzialny: za mało się starałeś, tylu rzeczy nie umiesz, nic dziwnego, że Ci nie wychodzi, trzeba było pomyśleć wcześniej… Literatura jest pełna melancholików, którzy rozpamiętują własne błędy, a media wypełniają mityczne postaci herosów jak z “Atlasa zbuntowanego” Ayn Rand: ludzi, którzy odnieśli sukces własnymi siłami, walcząc w pocie czoła ze wszystkim dookoła. Nie jesteś Stevem Jobsem? Nie jesteś Jeffem Bezosem? Nie jesteś człowiekiem sukcesu? To Twoja wina!
Żyjemy przytłoczeni nierealistycznymi wymaganiami wobec siebie. Czytamy masę poradników, żeby się ulepszyć: lepiej jeść, bardziej dbać o ciało, być silniejszymi; douczamy się na piatych studiach i dziesiątym kursie, pracujemy po kilkanaście godzin, bierzemy na dokładkę kurs fińskiego i instalujemy aplikację do zarządzania czasem. Musimy być lepsi, czujemy. Bo inaczej przegramy.
Allan mówi co innego: jestem staruchem w obsikanych kapciach, mam inklinacje do wódki i materiałów wybuchowych i co? Mam prawo być szczęśliwy, mam prawo do życia na swoich zasadach, do dupy jest ten świat! Jak się Wam nie podoba…
Tradycja każe starszym panom albo zajmować rolę poważnych mędrców, wygłaszających uniwersalne prawdy, albo wycofać się z aktywnego życia i nie przeszkadzać za bardzo, a już na pewno nie sprawiać nikomu trudności. Natomiast Allan staje w poprzek tym wszystkim oczekiwaniom. Jest w nim energia buntownika. Za to naprawdę można go pokochać.